Wstyd
“Wstyd” w Teatrze Współczesnym, czyli co chowamy pod stołem, Krzysztof Malcher, oczy.mag, 4.02.2026r.
Co tak naprawdę kryje się pod grzeczną rozmową przy stole? Gdzie kończy się troska, a zaczyna potrzeba dominacji? I dlaczego w rodzinnych konfliktach tak szybko uruchamiają się podziały klasowe, moralne i emocjonalne? „Wstyd” w Teatrze Współczesnym bierze te pytania na serio — i nie daje widzowi żadnej komfortowej odpowiedzi.
Autorem “Wstydu” jest Marek Modzelewski, a inscenizację w Teatrze Współczesnym przygotował Wojciech Malajkat — duet, który od lat woli stawiać na napięcie między radami a pokoleniami niż na efekty. Premiera „Wstyd” miała miejsce w 2019 roku, a spektakl utrzymuje stałą obecność w repertuarze warszawskiej sceny przy ul. Mokotowskiej 13, co pokazuje, że publiczność i krytyka wciąż znajdują w nim temat do rozmowy.
Na scenie spotykamy dwie pary rodziców: inteligencję w postaci Małgorzaty i Andrzeja oraz… „trochę inny” typ — Wandę i “szlachcica z Sochaczewa” Tadeusza — co od pierwszych dialogów ustawia konflikt klasowy i moralny jako oś spektaklu.
Pokolenia, maski i kuchnia jako arena — o czym naprawdę jest „Wstyd”?
Na powierzchni „Wstyd” to opowieść o spotkaniach rodzinnych po nieudanym ślubie — o tym jednym “kieliszku za dużo”, o słowach, które już nie da się cofnąć. Ale Modzelewski pisze tak, żeby każda kłótnia odsłaniała warstwę społeczną: kto ma prawo oceniać, kto ma rację i kto tylko udaje, że ma kontrolę. Reżyser trzyma tempo krótkich, kąśliwych wymian zdań; scenografia skupia się na wnętrzu kuchni lokalu gdzie miało odbyć się wesele, dzięki czemu dialogi wydają się jeszcze bardziej intymne, a jednocześnie bezlitosne. To spektakl o wstydzie w wielu znaczeniach: wstydzeniu się prawdy, nagości emocjonalnej, a także pozycji społecznej. Aktorzy nie boją się wchodzenia w obszary dyskomfortu widza.
Małgorzata (w tej roli Izabela Kuna) to postać z pozoru spokojna, z kulturą zachowania, wykształcona okulistka i ordynator, ale o rdzeniu, który potrafi zranić — to kobieta, która broni własnego świata i jest mistrzynią retoryki domowej. W interpretacji Kuny ta postać to ktoś, kto potrafi zranić jednym słowem i jednocześnie ukryć wszystkie bolesne lęki pod pozorną kurtuazją.
Wanda (w spektaklu grana przez Agnieszkę Suchorę) jest przeciwstawna. Ostentacyjna, bezkompromisowa, czasem wulgarna — i dzięki temu autentyczna. To nie jest proste „dobro kontra zło”, lecz starcie dwóch strategii przetrwania: maski i brutalnej szczerości. Aktorsko to konfrontacja typów, która działa jak lupa, powiększając drobne gesty do symboli społecznych.
Mężczyźni — Andrzej i Tadeusz (w tych rolach fenomenalni Jacek Braciak oraz Mariusz Jakus) — nie są tylko tłem. To faceci w kryzysie roli, których milczenie lub bezradność dopełniają rodzinnego napięcia. Wspólnie te cztery postaci budują zataczającą krąg dramaturgię, w której granice między ofiarą a oprawcą są płynne.
Teatr jako kanwa dla filmu
Warto podkreślić, że tekst Modzelewskiego stał się też literacką i emocjonalną podstawą filmu „Teściowie”. W interesującej zamianie ról Iza Kuna w filmie wciela się w Wandę, a nie w Małgorzatę — co jest fascynującym przykładem, jak ta sama aktorka może przebudować sens postaci, przenosząc akcenty z intymnego teatralnego portretu na ekranową, często bardziej skrojoną na wyraz filmowy, charakterystykę. Ta zamiana roli — z Małgorzaty na Wandę — pokazuje też, że bohaterki Modzelewskiego są wielowymiarowe i podatne na reinterpretacje.
Spektakl sprawdza się dzięki aktorstwu: to on niesie napięcie i autentyczność. Reżyseria miejscami cudownie nieprzeładowana daje przestrzeń dla detalu — chwili, pauzy, wgrania się w ciszę po obraźliwym zdaniu. Z drugiej strony „Wstyd” potrafi chwilami powtarzać tropy znane z polskiego dramatu społecznego: alkohol, wulgaryzm jako szybkie rozwiązanie dramaturgiczne, trochę zbyt oczywiste podziały klasowe. Mimo to energia i prawda sceniczna rekompensują pewne schematy.
“Wstyd” jest dla widzów, którzy nie boją się zwierzeń teatralnych i lubią, gdy teatr „nie oszczędza” — emocjonalnie i intelektualnie. Dla tych, którzy chcą zobaczyć, jak małe kłamstwa i gesty zamieniają się w pauzy cięższe niż wyrok. Często też zaśmiejesz się niby zabawnie, ale dobrze wiedząc, że jest to też o nas samych, a to tylko wspomniana właśnie maska w prawdziwym życiu. Warto tez zajrzeć do Teatru Współczesnego jeśli jesteś fanem ekranowych adaptacji — bo porównanie spektaklu z filmem „Teściowie” daje dodatkową przyjemność rozpoznawania, jak ta sama historia żyje w dwóch mediach.
„Wstyd” w Teatrze Współczesnym to spektakl, który trzyma za gardło. Prosty w koncepcji, złożony w skutkach. Aktorsko — moc, dramaturgicznie — lustro, w którym zobaczymy nasze drobne upokorzenia wywołujące ten nerwowy śmiech. Jeśli chcesz wieczoru, który zostawi ślad dłużej niż jeden tweet — idź. Jeśli oczekujesz łatwej rozrywki — tu jej nie znajdziesz.
